Słowenia – wnioski z pobytu – Ljubljana po raz drugi i jaskinie

Nasza wspólna podróż po Słowenii pomału dobiega końca. Po tym jak pożegnaliśmy Piran, wróciliśmy do Ljubljany – miejsca z którego rozpoczęliśmy naszą podróż.

15.09.2018

Nasza pierwsza wizyta w Ljubljanie była, co tu dużo rzec… krótka. Czując dużą presję czasu, skupiliśmy się głównie na atrakcjach miasta a nie na nim samym. Ponieważ planowaliśmy tym razem pobyć tutaj kilka dni, mieliśmy okazję nadrobić zaległości.

 

Na terenie miasta znajduje się park Tivioli, którego początki sięgają XIX wieku. Od tego czasu park przeszedł szereg zmian i skończył w obecnym stanie. Zajmuje on teren mniej więcej 5 km kwadratowych tak więc mieliśmy gdzie spacerować. Podczas naszego pobytu, na głównej alei akurat znajdowała się wystawa plenerowa.

Park Tivioli

Wieczorem zaś dla odmiany… ponownie poszliśmy na miasto. Trzeba przyznać, że nocą dopiero Ljubljana pokazuje swój prawdziwy urok.

Ljubljana nocą - widok na miasto

Dopisek Wiercipiętki:

Ljubljana to urocze miasto zarówno za dnia jak i nocą.

Wieczorem knajpki wzdłuż Ljubljanicy pełne są ludzi, co wraz z pięknym oświetleniem tworzy super klimat tego miasta.

 

16.09.2018

Pierwszy raz mieliśmy okazję wziąć udział w wycieczce, zorganizowanej w całości przez biuro podróży. Zdecydowaliśmy się na to, gdyż rozwiązywało nam to problem logistyczny z dojazdem i zakupem biletów do jaskini.

W ten sposób zdecydowaliśmy się na biuro RoundAbout, które zabrało nas w ramach wycieczki do dwóch miejsc: jaskini Postojańskiej (Postojna) oraz zamku Predijama. My zakupiliśmy bilety w punkcie informacji turystycznej, ale jest to także możliwe online. Kontaktowaliśmy się z nim wcześniej mailowo, obsługa była pomocna i chętnie udzieliła nam wszelkich  informacji.

Z czystym sumieniem muszę to powiedzieć – nie żałujemy. Trafiliśmy na bardzo sympatyczną panią przewodnik, która aż chciała podzielić się swoją wiedzą.

 

Dopisek Wiercipiętki:

Otóż jadąc samodzielnie trzeba tam przyjechać bardzo wcześnie rano, aby mieć pewność, że uda się wejść tego dnia (bilety na konkretne godziny sprzedawane są w kolejności), a nie było transportu publicznego, który pozwalałby dotrzeć wystarczająco wcześnie. We wrześniu nie kursuje także busik od jaskini do zamku, także nie mielibyśmy możliwości go zwiedzić lub musielibyśmy korzystać z taksówki.

 

Jaskinia Postojna uznawana jest za najładniejsze tego typu miejsce Europie. Jest też jedyną, w której część korytarzy można przebyć… kolejką torową.

O samej jaskini można napisać naprawdę wiele, jednak żadne słowa nie oddadzą w pełni uroku tego miejsca. To po prostu trzeba zobaczyć!

Ciekawostka na zakończenie, w jaskini pojawił się prąd szybciej niż Londynie (dla dociekliwych, ciekawa historia tego miejsca: https://www.postojnska-jama.eu/en/wonderland-stories/the-electrifying-history/).

 

Po zakończeniu zwiedzania, zostaliśmy zawiezieni do drugiego punktu naszej wycieczki: Zamku Predjama, umiejscowionego w sąsiedztwie kilku kilometrów od jaskini Postojańskiej. To co jest w nim niezwykłe to fakt, że został wybudowany nie „na” skale ale „w” skale. Oglądając tą budowle nieustannie nasuwało się pytanie: jak oni to zrobili.

 

17.09.2018

W dniu dzisiejszym postanowiliśmy troszkę zwolnić i odetchnąć. Nie to abyśmy mieli straszne tempo zwiedzania, ot kaprys, aby spędzić ten dzień leniwie i bez pośpiechu. Cóż, zdarza się nawet i nam :-).

Za cel postawiliśmy sobie tutejsze zoo, mieszczące się obok parku Tivioli. Zoo było wprawdzie małe (subiektywna ocena, jako że mieliśmy do tej pory okazję zwiedzać naprawdę duże zoo we Wrocławiu, Pradze i Wiedniu) ale bardzo ciekawe. Ciekawą atrakcją był… kącik małych zwierząt :-).

 

Dopisek Wiercipiętki:

Nasz Wiercipiętek, podobnie jak małe dzieci przebywające w zoo, postanowił pobawić się ze świnkami (zdjęć zamieścić nie pozwolił ) 😉

Zoo w Ljubljanie

 

18.09.2018

Będąc w Słowenii bardzo chcieliśmy zobaczyć jeszcze jedną jaskinię – Szkocjańską (Skocjanska jama). Najbliżej było nam tam dojechać z Piranu (ok. 50 km), jednak jak na ironię, nie byliśmy w stanie rozsądnie zaplanować tej wyprawy logistycznie. Koniec końców, dostaliśmy się tam jadąc z Ljubljany pociągiem do stacji Divacia (ok. 73 km).

Sam zakup biletu okazał się dla nas nie lada wyzwaniem. Pomijając barierę językową (trafiliśmy akurat na zmianę, mówiącą tylko trochę po angielsku), natrafiliśmy na barierę kulturową. Niektóre zwroty znaczą bowiem zupełnie co innego, niż „powinny”. Return ticket na ten przykład nie oznacza biletu powrotnego ale bilet tam i z powrotem. W ten oto sposób przez moment byliśmy „dumnymi” posiadaczami biletu do stacji Divača jak i biletu powrotnego do Ljubljany… z dodatkowym przejazdem do Divači. Udało się jednak sytuację odkręcić (po jakiś 10 minutach negocjacji realizowanych przez Wiercipiętkę) i zakupić właściwe bilety. Trzeba jednak przyznać, że Pani w kasie bardzo starała się nam pomóc.. i zrozumieć o co nam właściwie chodzi.

 

Jaskinia Skocjanska

 

 

19.09.2018

Był to ostatni pełny dzień naszego pobytu w Słowenii. Odwiedziliśmy tzw. centrum kultury alternatywnej: ulicę Metelkową (która znajdowała się o przysłowiowy rzut beretem od naszego hotelu). Miejsce jest na tyle nietypowe, że przyciąga turystów zarówno za dnia (chcących zwiedzać tradycyjnie) jak i nocą (gustujących w aktywnym zwiedzaniu różnych klubów). My zaliczyliśmy się do pierwszej grupy.

Metelkowe Mesto (bo tak oficjalnie nazywa się to miejsce) powstało na miejscu dawnej kwatery wojskowej Austro-Węgier. Miejsce ma swój specyficzny urok…

Metelkowe Mesto - widok na ulicę

 

Dopisek Wiercipiętki:

Wieczorem postanowiliśmy pójść na starówkę porobić kilka zdjęć, gdzie dopadła nas straszna burza. W efekcie zmoknięci wróciliśmy do hotelu i przeszliśmy płynnie do osuszania ubrań i butów przed lotem 😉

 

20.08.2018

Lotnisko koło Ljubljany jest naprawdę bardzo malutkie. Zrobiliśmy błąd, gdyż przyjechaliśmy na nie, aż 3 godziny przed lotem (dzięki WIercipiętku…), a niestety zamknięte było jeszcze okienko Lotu (okazuje się, że jest otwarte dopiero 2 godziny przed wylotem).

W związku z tym przeszliśmy to kawiarni z punktem widokowym, gdzie czekaliśmy na lot popijając kawę oraz robiąc kilka zdjęć:

 

Później bezproblemowo udało się zdać bagaże, przejść kontrolę bezpieczeństwa (byli nawet mili Panowie z obsługi!) i pozostało tylko oczekiwanie na nasz lot.

Niestety lot nie należał do przyjemności, gdyż zamiast standardowego samolotu dostaliśmy tzw. samolot low-cost lotu, który miał drobne wady, co w połączeniu z gwałtownym spadaniem w dół przez ułamek sekundy podczas lotu nie napawało optymizmem. Na szczęście cali i zdrowi wróciliśmy do Warszawy.

 

Podsumowanie:

I to już niestety koniec naszej podróży po Słowenii. Mamy nadzieję, że udało nam się trochę przybliżyć ten kraj i że podczas czytania, czuliście chociaż w części  to co my tam na miejscu.

 

Dopisek Wiercipiętki:

Ogólnie Słowenię bardzo polecamy, piękny, spokojny kraj z miłymi ludźmi. Zdecydowana większość osób mówi dobrze po angielsku, więc nie ma problemów z komunikacją. Trochę gorzej jest ze starszymi osobami (nasza przygoda na dworcu), ale nawet tu da się porozumieć.  Zdarzyło się, że widząc, że jesteśmy turystami pytali skąd jesteśmy (np. miły Pan w piekarni, którego rozbawiło jak kupowałam rogalik mówiąc słowo żytni). Odniosłam wrażenie, że są trochę zdziwieni i wdzięczni, że ktoś postanowił odwiedzić taki malutki kraj, a naszym zdaniem warto.

I osobiście mam(y) nadzieję, że jeszcze kiedyś uda nam się tam wrócić, z tym że raczej autem. Zwłaszcza, że lot powrotny nie był super przyjemny.