Słowenia – wnioski z pobytu – Ljubljana część 1

Cześć,

jak mogliście zobaczyć w tym wpisie Słowenia – plan działania niedawno wróciliśmy ze Słowenii. Postanowiliśmy spisać na świeżo nasze wrażenie i podsumować co i jak wyszło w praktyce.

Także zaczynamy…

 

Jak już mogliście zobaczyć lecieliśmy LOTem, przy czym po raz pierwszy lecieliśmy mniejszym samolotem, gdzie są tylko dwa miejsca obok siebie.

Widoczki podczas lotu mieliśmy całkiem ładne:

Widok na Warszawę

Ogólnie lot upłynął miło i wylądowaliśmy w Słowenii, po czym w hali przylotów od razu trafiliśmy na stanowisko GoOpti, gdzie udało nam się zakupić bilet na busik do Ljubljany za 9 euro/osobę.

Musieliśmy chwilę poczekać, bo poprzedni busik już nas nie pomieścił, jednak po około 10 minutach siedzieliśmy już w kolejnym busiku. Pan kierowca spytał, gdzie jest nasz hotel i zostaliśmy wysadzeni jako pierwsi w Ljubljanie już pod Galerią Rooms. Bardzo wygodna i szybka opcja:)

Mała uwaga dla osób, które chciałyby zacząć swoją podróż po Słowenii od Bledu i przylatują w weekend: nie było busika do Bledu. Tzn. pewnie by się zebrał, ale trzeba dłużej poczekać na grupę. Początkowo nasz kierowca chciał jechać do Bledu, ale ze względu na zapotrzebowanie został poproszony przez koordynatora o jazdę do Ljubljany.

 

Nasz pobyt  rozpoczęliśmy od chwili odpoczynku i ruszyliśmy eksplorować miasto:). Ljubljana to niewielkie miasto, liczy około 250 tysięcy mieszkańców przy powierzchni 275 m2 (informacje z Wikipedii link). Także zagęszczenie jest naprawdę niewielkie. Ogólnie miasto bardzo mi się podobało, jest dość kameralne, ładne i przyjemne. Zdziwiło mnie jak bardzo nastawione jest na ekologię (np. na ulicach są śmietniki do segregacji). Jest to miasto przyjazne rowerzystom, za to bardzo nieprzyjazne samochodom. Jest też wiele stref pieszych, gdzie w ogóle nie ma wjazdu samochodem (rowery mogą tam jeździć). Parkingów nie ma zbyt wiele, a strefa płatnego parkowania rozciąga się aż do okolic ZOO. Z punktu widzenia turysty jest to miejsce przyjazne, ludzie uśmiechnięci i mili i praktycznie wszędzie da się dojść pieszo (istnieje opcja wypożyczenia rowerów ale nie testowaliśmy).

 

Początkowo przeszliśmy starówkę wzdłuż Ljubljanicy:

 

Statek turystyczny

 

Dzień zakończyliśmy wizytą na dworcu autobusowym, gdzie bezproblemowo odebraliśmy bilety, które kupiliśmy online (do Bledu i na lotnisko). 

 

W niedzielę wybraliśmy się do Zamku. Droga zajęła nam dłuższą chwilę, jednak mogliśmy podziwiać ładne widoki:

Widok na Ljubljanę

 

Nie zdecydowaliśmy się na płatne wejście do zamku i zwiedziliśmy jedynie strefę darmową, która i tak jest dość spora:

Dziedziniec

 

Akurat wejście na wieżę widokową było płatne:

 

Wieża widokowa

natomiast mogliśmy podziwiać panoramę miasta z murów:

Widok z murów

 

Kolejnym naszym celem było Muzeum Iluzji przy Kongresni Trg. To niewielkie, ale ciekawe muzeum. Miło spędziliśmy tam czas i możemy polecić to miejsce:

Pokój z nierówną podłogą

 

Słowo komentarza należy się iluzji ze znikającą monetą. Tam w środku było już trochę monet, a napis głosił, żeby pomyśleć życzenie i puścić monetę w tej „misce”. Jeśli życzenie ma się spełnić to moneta wyskoczy z powrotem;) Niestety nasza monetka znikła w czeluściach złotej michy, także życzenie Wiercipiętka chyba się nie spełni:(. 

 

Podczas tego krótkiego pobytu w Ljubljanie testowaliśmy m.in.Olimp Burka. Ja jadłam serowego, a Wiercipiętek o smaku pizzy. Jak później się dowiedzieliśmy od Pani Przewodnik sam Burek przywędrował do Słowenii z Bośni i Hercegowiny, natomiat burek o smaku pizzy to wynalazek typowo słoweński, co zszokowało mieszkanców Bośni i Hercegowiny i uznają to za profanację burka;). Przynajmniej taką informację otrzymaliśmy od Pani Przewodnik, ale o tym więcej w kolejnych wpisach:)

 

Kolejnego dnia stawiliśmy się na 10 rano na autobus do Bledu,a tam to już była całkiem inna historia…