Piran i Izola – podsumowanie pobytu

Cześć,

wpis ten jest kontynuacją opowieści o Słowenii, której plan możecie zobaczyć tutaj plan na Słowenię.

Natomiast wcześniejsze etapy podróży możecie znaleźć tutaj: Ljubljana po raz pierwszy, Bled i okolice.

A więc zaczynamy:

Piran

 

Do Piranu dotarliśmy z Bledu korzystając z GoOpti. Ogólnie zaskoczyło nas to, że przyjechał zwykły czarny, nieoznakowany busik (spodziewałam się flagowych kolorów). Widocznie współpracują na różnych zasadach.

Kierowca był niezbyt rozmowny, ale uprzejmy. Po drodze zgarnęliśmy 4 osoby w Ljubljanie i ruszyliśmy do Piranu. Dojechaliśmy bezproblemowo, jednak kierowca w pewnym momencie wykonał objazd przez małe miejscowości, gdyż były utrudnienia na autostradzie. Jedyne o co prosił kierowca to, aby nie jeść a samochodzie.

 

W Piranie udało nam się zameldować już około 12, także po chwili  w hotelu ruszyliśmy podziwiać miasto.

Zaczęliśmy oczywiście od portu i widoku na morze. Wielkie kamienie jako plaża były dla nas niecodziennym widokiem i dziwiliśmy się, że ludzie na nich wypoczywają.

Zejścia do wody w Piranie wyglądają jak te na basenach:

 

Wejście do Morza Adriatyckiego

 

Po południu wybraliśmy się do najbardziej znanego punktu w Piranie, czyli murów obronnych:

 

Widok z murów obronnych

 

Piran słynie ze swojej starówki, która została wpisana na listę światowego dziedzictwa Unesco. Jeśli lubicie włoskie klimaty, to na pewno uliczki Piranu przypadną Wam do gustu.

Szczerze mówiąc my czuliśmy się lekko zawiedzeni i przytłoczeni. Może dlatego, że było to nasze pierwsze spotkanie z architekturą tego typu. Co więcej przyjechaliśmy tam po Bledzie i Bohinj, gdzie widoki i przestrzeń były wspaniałe.

 

Wąskie uliczki Piranu

 

Jak widać niektóre kamienice wymagają odświeżenia. Zastanawiam się jednak czy nie jest to utrudnione ze względu na to, że starówka jest zabytkiem.

 

Natomiast bardzo mi się podobał Piran wieczorem. Bliskość morza, pięknie oświetlone kamienice i nabrzeże tworzą uroczy klimat i spacerowanie po takim miejscu zdecydowanie było bardzo przyjemne:

 

Zachód słońca

 

Patrząc z Piranu z po lewej widoczna jest Chorwacja, a po prawej Włochy. Ciekawe uczucie, 2 inne kraje w zasięgu wzroku.

 

 

Izola 

 

Drugiego dnia naszego pobytu na słoweńskim wybrzeżu postanowiliśmy wybrać się do Izoli, aby obejrzeć podobno najlepszą plażę na słoweńskim wybrzeżu.

Okazało się, że w rzeczywistości między Piranem a Izolą kursuje więcej autobusów niż znaleźliśmy na oficjalnym rozkładzie: https://www.ap-ljubljana.si/.

W praktyce ruszyliśmy innym autobusem niż był na rozkładzie i jechał on trochę na około (miał więcej przystanków niż na przedstawionym rozkładzie). W obie strony bilet zakupiliśmy w autobusie.

 

Planowaliśmy dojechać do głównej stacji Izoli, jednak w praktyce wysiedliśmy na pierwszym przystanku, z którego widoczne było morze. Dzięki temu przeszliśmy mniej popularną częścią wybrzeża:).

Izola okazała się kameralnym, uroczym miasteczkiem. Rzeczywiście wejście do plaży jest fajniejsze, część plaży to tak naprawdę trawka, gdzie sporo osób plażuje.

 

 

Basenowe wejście do morza

 

Niestety chodzenie po kamieniach okazało się bardzo bolesne:(. Szkoda, bo woda była ciepła, jednak po dwóch próbach i spędzeniu łącznie kilku minut w wodzie postanowiłam poprzestać na podziwianiu widoków.

Jeśli chcecie plażować na wybrzeżu słoweńskim zdecydowanie polecam przeznaczone do tego obuwie, my go nie mieliśmy i niezbyt chcieli wydawać sporo eurasków na kilka godzin.

 

Architektura Izoli jest zbliżona do tej, którą mieliśmy możliwość obejrzeć w Piranie.

 

Urocza kamienica

 

Pospacerowaliśmy po starówce po czym wróciliśmy aby podziwiać Morze Adriatyckie. Wyjątkowo tym razem widzieliśmy sporo żaglówek:

widok na Morze Adriatyckie

 

Od siebie mogę dodać, że zaskoczyła mnie pozytywnie… toaleta publiczna w Izoli. Nie dość, że darmowa to jeszcze wyglądająca podobnie do tych w naszych galeriach handlowych.

Jakby ktoś potrzebował to znaleźć ją można idąc wzdłuż portu w kierunku głównego przystanku Izoli, to spory i dobrze oznaczony budynek.

 

Po południu wróciliśmy do Piranu, gdzie namiętnie testowaliśmy lody i patrzyliśmy na Morze Adriatyckie wieczorem.

 

Przejazd do Ljubljany

Do Ljubljany wróciliśmy korzystając ponownie z GoOpti. Tym razem mieliśmy pojazd firmowy i kierowcę z południa. Różnica była widoczna gołym okiem: kierowca nie miał oporów przed jedzeniem winogron w samochodzie i niezbyt przejmował się też tymi, które spadały na podłogę. Natomiast kiedy zadzwonił telefon, odebrał go bez korzystania z zestawu głośnomówiącego, co nie poprawiło mojego poczucia bezpieczeństwa.

Tym razem kierowca był bardziej rozmowny, podczas jazdy wyjaśnił nam, że właśnie przejechaliśmy tunel, gdzie kończy się klimat śródziemnomorski a zaczyna kontynentalny.

Ogólnie jednak podróż minęłam nam bez większych problemów i bezpiecznie wysiedliśmy przy dworcu w Ljubljanie.

 

Podsumowanie

Podsumowując naszą wizytę na wybrzeżu słoweńskim: fajnie było po raz pierwszy zobaczyć ciepłe morze,  palmy, architekturą i roślinność śródziemnomorską.

Morze Adriatyckie jest przyjemnie cieplutkie, niestety plaża kamienista. Nawet jeśli nie plażujecie należy uważać na słońce i używać filtrów. Niestety tutaj trochę zaniedbałam tą kwestię, bo wydawało mi się, że jest tylko odrobinkę cieplej niż w Ljubljanie i przecież nie plażowaliśmy, jednak chodzenie tyle godzin na słońcu skończyło się tym, że wróciłam opalona i to dość nierówno:(.. Na szczęście obyło się bez poparzeń słonecznych. 

Okazało się, że to nie do końca nasz klimat i dla nas jest to miejsce na krótki pobyt: 1-2 dni. My spędziliśmy tam niecałe 48h, gdyż tak mieliśmy ułożony transport i nie czuliśmy niedosytu (w przeciwieństwie do np. Bledu czy Bohinj).